odFAJkowanie (cz 1)

Mała rocznica. Dwa lata.
Dworzec autobusowy to był, Białystok, niedziela chyba pierwsza lipca 2007. Gorąc, powietrze gęste jak żel, choć już powinno trochę odpuścić, bo wieczór powoli idzie. Idę, chcę do domu już, bo zmęczony po wyjazdach różnych a jeszcze parę godzin autobusem czerwonym jak cegła, rozgrzanym jak piec. Teraz wracam z wesela kolegi Szymka. I żołnierz stoi i pali. Jak to żołnierz. A ja idę. I nagle podchodzę do niego i mówię “Słuchaj, weź ode mnie paczkę fajek. Malborskie czerwone. Dobre. Bo ja rzucam.” Wziął. Poszedłem. Pojechałem.
W okolicach jakiejś Sokółki chyba zacząłem się bać, jak ja bez fajek do domu dojadę. Przecież bez sensu. Przecież nie po to bilet na autobus kupowałem, żeby na postoju nie palić. Nie mówiąc o Malborskich czerwonych 120 a nie jakieś coś. Nawet nic nie pomyślałem porządnie. Tak nieprzemyślanie podszedłem do niego i rzuciłem. I jak ja nie zapalę? Ale nie, nie zapalę, bo żołnierzowi słowo cywila dałem to nie zapalę. Dojadę najwyżej, to se kupię.
Jechałem.
Kiedy ja pierwszy raz paliłem? Przecież dobry chłopak byłem. Grzeczny. Ministrant. Nie taki zły. Po osiemnastce dopiero zapaliłem. I to nie, że bunt jakiś. Po prostu, inna osiemnastka była po mojej a ja miałem scyzoryk z korkociągiem i żeśmy z Myszą otwierali ankohole ludziom do picia. A cośmy otworzyli, tośmy spróbowali. A potem pamiętam, że z papierosem siedziałem w jakiejś kuchni enigmatycznej wypaczonej. A potem, że w śniegu leżałem a Buła za nogę mnie ciągnął, żebym tak nie leżał. Tak się zaczynało palenie niechlubnie raczej.
Ale nie paliłem potem. Potem miałem żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy. Aż do żagli.
Bo ja pływałem zawsze. Jak tylko pamiętam, to na wakacje pływałem. Za linę ciągnąłem, żagle się stawiało i pływałem. I jak z dziesięć lat miałem, to pływałem z Mietkami. A Mietki mieli po szesnaście lat i zespół szantowy słynny na całe liceum (wtedy, potem na szersze wody wypłynęli), i gitary mieli, i trochę palili. Ale ja twardy byłem chłopak, z zasadami. Nie chciałem palić. Całe osiem lat po tych żaglach jeszcze nie paliłem. Aż z tym scyzorykiem z korkociągiem.
Czyli jeszcze potem nie paliłem aż do żagli. Ale na rozpoczęciu sezonu żeśmy zwodowali łódkę, postawili namioty, siedli z Bartkiem i zapalili. Przez niego. Wyjął i zapaliło się. Marsy. Chociaż nie. To w sumie ja kupowałem. On ładował w sklepie piwo do plecaka a ja jeszcze skoczyłem te Marsy kupić. No… W sumie to tak chyba było. Tyle, że on miał potem w kieszeni.
I tak czasem paliłem już. A najfajniej było po drodze do szkoły zapalić i jakiś nauczyciel szedł po plantach, to się w rękaw chowało od płaszcza. I wtedy się wiedziało, że już jest się jak Mietki. Żołnierz poeta czasu kurz. I system może nam naskoczyć. I okres przemian ustrojowych kiedy jeszcze po domach na meblościankach z płyty wiórowej kryształy stały ale już telwiezor zachodni i wideo nawet i wszystko to razem z prusakolepem, oryginalnymi pomarańczami i nowym proszkiem do prania Ariel ® może nam naskoczyć. Bo oto wybiła godzina wolności, skończyła się era rzecznika, nadeszła era wodnika. Zapuszczamy (ew. golimy) włosy, palimy papierosy. Oj!

Szkoda trochę było z paleniem, że przed Mamą musiałem kombinować, zęby myć, wietrzyć, jakieś manewry dziwne. Nigdy nie widziałem, czy Mama wie, czy nie. Niekomfortowe raczej, ale w tym czasie jaka by rodzina nie była, to się tzw. młodzież i tak samotna i wyobcowana w domu czuje, bo to tak jest. Czy ja chciałem palić? I tak i nie.  Dylemat, czy chcę dążyć do celów drogą prostą i pięknie co niedzielę nakreślaną przez księdza Jana, czy poczuć  raczej “wolność i niepowtarzalność jednostki” (w tym wypadku, tak jak w wypadku większości niepowtarzalnych jednostek osiemnastoletnich, papieros był niezbędny). Wyszło jednak że bonus do osobowości, minus do relacji z rodziną i z niektórymi znajomymi. Ale takie życie pieskie, coś za coś. Życie pieskie macha ogonem, a ogon to ty.
A potem już nie chciałem być ogonem. Nie chciałem, żeby życie machało i poszedłem do zakonu. Powołanie takie.
C.D.N.

Explore posts in the same categories: Uncategorized

4 komentarzy w dniu “odFAJkowanie (cz 1)”

  1. Gen. Koskov Powiedział/a:

    I co? Kupiłeś, jak dojechałeś?

  2. anhydryt Powiedział/a:

    Trafiłam tu przypadkiem, ale wciągasz. :)

  3. Agata Powiedział/a:

    Tak, tak, ja się w pełni zgadzam, to ta wolność cholerna nas rozpaliła jak kominy :) Nagle bez ostrzeżenia zrobiło się kolorowo, to człowiek jeszcze bardziej kolorowo chciał sobie zrobić :)


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.