Świeżo w święto Archaniołów Michał, Gabriela i Rafała.
Wczoraj rano, zaraz po Mszy podeszła do mnie jedna pani i mówi mi: „Proszę ksiedza, bardzo ładne kazanie, ale ja chciałabym prosić, żeby ksiądz się uśmiechał”.
Się robi. Masz to, kochana pani, u mnie. Złoty pieńdziesiont.
Ale skąd?
Skąd wziąć usmiechanie?
Można wziąć z treningu. Uśmiechasz się, zgodnie z zaleceniem trenera, do lusterka i mówisz: „Jak się bedę uśmiechał, to w końcu zacznę się cieszyć”. I powtarzasz w kółko, aż uwierzysz i zaczniesz się uśmiechać sprawnie i samopowtarzalnie jak nowy aparat Kodak. I zaczniesz się cieszyć.
Można uwierzyć, że nie zawszę musze udawać, nie zawsze muszę robić dobrą minę do złej gry. Mogę pomyśleć, że On (Logos) jednak jest i mógłby mi pokazać znacznie więcej światła, niż dotychczas. Mogę powiedzieć: „Nie ma mowy. Nie będę się uśmiechał, aż nie zrozumiem, co takiego jest, że jest dobrze.” Jak to zrozumiem, to zacznę się uśmiechać, choćbym nie chciał.
W Katechizmie Kościoła Katolickiego (poważna nazwa!) jest dużo cytowanych zdań w oryginalnych językach. Tylko jedno po angielsku (w wersji łacińskiej Katechizmu): „Thou shalt see thyself that all manner of thing shall be well” (Julianna z Norwich). „Wszystko będzie w porządku”. Mimo doniesień TVNu, mimo grzechów Romana P. , mimo irańskich rakiet dalekiego zasięgu, mimo wieszcza Peji (przepraszam pana Peję w razie błedu w ortografii). „Wszystko będzie dobrze” mówi średniowieczna mistyczka Julianna.
Chcę to złapać. Staram się. Szedłem dzisiaj godzinę w jedną stronę przez parki i modliłem się. Proszę. Daj mi to widzieć. „Boże, mój Boże, szukam Ciebie i Ciebie pragnie moja dusza.” Szedłem do Media Makrtu po wtyczki żebym sobie mógł angielskią komórkę do polskiego gniazdka podączyć, bo mi bakteria siada. Szedłem i miałem w kieszeni różaniec i sobie mówiłem. I zacząłem się śmiać. Mijałem hiphopowców chyba (w każdym razie w za dużych czapkach z daszkiem) i śmiałem się do nich. Mówiłem sobie: więcej jeszcze daj mi zaufania. Jeszcze więcej daj. Niczego mi nie brakuje tutaj, ufam Ci. Jeżeli jestem w życiu trochę jak baran, to jestem na szczęście jak baran na zielonej łące. Łażę sobie, jem trawę i jest fajnie. Pan mnie strzeże. Opiekuje się mną. Choćbym musiał przejść przez ciemną dolinę. Mam fuksa.
Codziennie gadam z ludźmi, którzy mają nieszczęścia. Nie zdali egzaminu. Rozwodzą się. Mają raka.
Nie ma mowy. Nie będę się uśmiechał, aż nie zrozumiem, co takiego jest, że jest dobrze. Nie będę trenował uśmiechu. Wiem, że jest. Idę i patrzę. Opiekuje się mną. Dlaczego brak mi radości?
Roman Ingarden: „(…) wszystko, co rzeczywiste, skoro tylko jest, tym samym może w każdej chwili przestać istnieć. Albowiem istnienie tego, co rzeczywiste, nie płynie z jego istoty i nie jest konieczne. Istnienie tego, co rzeczywiste – a więc i mnie samego – wydaje się zawsze tylko jakby jakimś darem łaski, albowiem to, co realne, jest zawsze uwarunkowane w swym bycie i uposażeniu przez coś innego, bez względu na to, czym by było to, co je warunkuje. Tym samym zaś zawsze może być unicestwione przez usunięcie warunkującego przedmiotu czy
stanu rzeczy.”
Ja tego jeszcze nie rozumiem. Na egzaminach udawałem, że rozumiem i zdałem. Ale tu coś jest coś innego, coś ważnego. Że wszystko jest darem łaski. Wszystko. Milion nawiedzonych studentów może tak sobie pisać. Jakieś takie popowo mistyczne nergale. Ale jak się czyta „Książeczkę o człowieku”, to tu jest coś innego, niż „klimaciartswo”. Cały tzw. post-strukturalizm ma dla mnie posmak „klimaciarstwa”. Palenia świeczek, picia absyntu czy snucia snutów.
Chcę złapać coś takiego, że zaczinę się uśmiechać. Czasem rozumiem. Czasami. Ktoś mówi” czasem jestem pyszny”. albo coś takiego. Nieźle. Ja tylko chwilami nie jestem. Czasem tylko rozumiem i czasem tylko cieszę się tak wyraźnie. Chwilami.
Dzisiaj sobie mówiłem różaniec za moje siostry i brata, i uśmiechałem się. Nawet nie umiem powiedzieć dlaczego. Ale szukam tego i pamiętam o trzech archaniołach. Łatwo mi jest wyobrazić sobie ich uśmiechniętych. Wiem, że oni pokazują mi ten kierunek, w którym chciałbym umieć patrzeć – „Deo Gloria”;
„Chwała na wysokości Bogu
A na Ziemi pokój ludziom dobrej woli”
Aniołki w sklepach badziewnych. Czemu ludzie lubią aniołki? Wedłu mnie, anioł jest idolem. Anioł jest wcieleniem pasji i dyscypliny, jest rozważny i romantyczny, nawet jeżeli plastikowy. Anioł jest jak esencja samuraja i Pipi Langstrumpf w tym samym momencie. Anioł jest cały w swojej misji i jednocześnie cały czuły i skupiony na człowieku. Ghost Dog i Forest Gump. „Szaman rzekł: Prawda – opętanyś jest przez Anioła” (Słowacki). Anioł jest wcieleniem wiary i nadziei. Dobre święto dzisiaj.

Świeże komentarze